piątek, 20 sierpnia 2010

MANO MENEZES




Przez najbliższe cztery lata będzie najważniejszą osobą w Brazylii. To w jego rękach znajduje się los reprezentacji, którą musi poprowadzić do szóstego w historii mistrzowskiego tytułu. Wybór Mano Menezesa nie jest przypadkowy. To w końcu trener od zadań specjalnych.

Jeśli wam, dziennikarzom, się podobało, to świetnie. To był dobry debiut. Bardzo dobry – powiedział Mano Menezes po meczu ze Stanami Zjednoczonymi, który Canarinhos gładko wygrali 2:0 po golach Neymara i Alexandre Pato. Bardziej chyba niż zwycięstwo, brazylijskich dziennikarzy ucieszył styl. Nowy selekcjoner wskrzesił bowiem słynne jogo bonito. Reprezentacja Brazylii na powrót gra piękny, ofensywny futbol. Trener w wyjściowym składzie dał szansę aż ośmiu nowym zawodnikom, a mimo to widać było zespół poukładany i rozumiejący się perfekcyjnie. Doskonale ułożony w defensywie i zachwycający w ataku. I za to żurnaliści w Kraju Kawy kłaniają się nowemu selekcjonerowi w pas. Owszem, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale nie ulega wątpliwości, że Menezes jest obecnie jednym z najlepszych brazylijskich szkoleniowców, trenerem od zadań specjalnych. To on wyciągnął Corinthians z drugiej ligi, po czym wygrał z nim mistrzostwo stanowe oraz Puchar Brazylii. Obejmując posadę trenera reprezentacji, zostawiał zespół z São Paulo na drugim miejscu w lidze. Teraz musi od początku zbudować drużynę Canarinhos i przygotować ją na przyszłoroczny turniej Copa America i, przede wszystkim, na mistrzostwa świata w 2014 roku. – Nie wierzę w amulety, lecz w ciężką w pracę – to jedna z jego życiowych dewiz.

Uzależniony od taktyki
Luis Antonio Venker de Menezes jest symbolem zupełnie nowej generacji w brazylijskim futbolu. Absolutne przeciwieństwo swego poprzednika Carlosa Dungi. Ten 48-letni szkoleniowiec jak nikt potrafi zaprowadzić dyscyplinę. Z jednej strony dba o dobrą atmosferę w drużynie, jest otwarty na dialog z piłkarzami, ale gdy trzeba, umie uderzyć pięścią w stół. – Posiada niezwykle silną osobowość. Jeśli ktoś nie zachowuje się tak jak on tego wymaga, bez mrugnięcia okiem wyrzuca danego zawodnika ze składu. Wszyscy traktowani są równo, nie robi żadnych wyjątków dla gwiazd – opowiada Bruno Coutinho, pomocnik Polonii Warszawa, który z Mano Menezesem pracował w Gremio Porto Alegre.
– Ogląda bardzo dużo meczów, czasem wręcz przesadza z ich ilością – zauważa William, kapitan Corinthians. – Potrafi właściwie pokierować piłkarzami i sprawia, iż każdy czuje, że jest najlepszy – dodaje.
Ponadto nowy selekcjoner nieustannie zgłębia tajniki trenerskiego fachu i dokładnie studiuje zagadnienia taktyczne. – Zawsze rozbiera wszystko na czynniki pierwsze, szczegółowo analizuje każdy aspekt gry swojej drużyny oraz przeciwnika. Jest niezwykle przekonywujący, zdyscyplinowany, posiada silne skłonności przywódcze. Cała drużyna była nim zachwycona – wspomina Pedro Kölling, prezydent Guarani w czasach, gdy w klubie pracował Menezes.

Krytyczny i wymagający
Zanim zaczął grać w piłkę, trenował lekką atletykę. Biegał na 400 metrów (na jednym z turniejów zdobył nawet złoty medal), a jako dziecko uprawiał m.in. skok w dal. Mając 11 lat osiągnął swój najlepszy wynik: 4,60 m. Pomimo sukcesów na pierwszym miejscu i tak pozostawał futbol. W 1979 roku, w wieku 17 lat, stawiał pierwsze kroki w barwach klubu Rosario w swoim rodzinnym mieście Passo do Sobrado. Zaczynał jako napastnik, następnie został przesunięty na środek boiska, potem na skrzydło, aż wreszcie był ustawiany w linii obrony. Zacząłem interesować się futbolem  z powodu mojego ojca, który był prezydentem Rosario. W tamtych czasach gra w piłkę była jedynym zajęciem, które pozwalało wypełnić wolny czas, była weekendową atrakcją – opowiadał Mano Menezes. Z każdym dniem moja pasja do futbolu stawała się coraz większa. Miałem ogromne szczęście przebywania ze wspaniałymi osobami, które nauczyły mnie, co jest najważniejsze w życiu – dodawał Menezes.
Był jednak obrońcą pozbawionym umiejętności technicznych, widział doskonale jak bardzo odstaje od kolegów.
Po przygodzie w Rosario, występował jeszcze we Fluminense de Mato Leitão oraz w Guarani. W barwach tego ostatniego wywalczył nawet trofeum. W 1988 roku kiedy był kapitanem drużyny, wykonywał ostatni rzut karny, który przesądził o zdobyciu tytułu dla jego zespołu w amatorskim turnieju.
– Kiedy Guarani awansował do drugiej ligi stanowej, byłem w drużynie jeszcze przez dwa lata, ale nie występowałem w podstawowej „11”. To wtedy przeanalizowałem swoją sytuację, doszedłem do wniosku, że zespół ma lepszych piłkarzy, mimo że dostawali oni marne wynagrodzenie. Zdecydowałem się studiować wychowanie fizyczne – wspomina obecny selekcjoner.
– Zawsze był bardzo krytyczny wobec siebie i doskonale zdawał sobie sprawę, że nie posiadał wystarczających umiejętności, by zrobić karierę jako profesjonalny piłkarz. Bardzo dużo od siebie wymagał, a na boisku był prawdziwym przywódcą. Wiedziałem, że zostanie doskonałym trenerem – mówi Telmo Kist, trener Guarani w 1988 roku.
W 1986 roku, równolegle cały czas grając w piłkę, rozpoczął studia na Uniwersytecie w Santa Cruz do Sul. Oprócz tego pracował także w fabryce papierosów w Venâncio Aires, gdzie był odpowiedzialny za przyjmowanie tytoniu i wydawanie faktur. Zrobił również kurs sędziowski i prowadził nawet kilka meczów w stanie Rio Grande do Sul. – To jest bardzo pomocne w pracy trenera, ponieważ człowiek doskonale wie dlaczego nie zgadza się z decyzjami arbitra. Protestowanie dla samego protestowania jest bez sensu – uważa Menezes.  

Mission possible
Karierę trenerską rozpoczynał w 1997 roku tam, gdzie zakończył grę w piłkę, czyli w Guarani, pracując z młodzieżą. Później krótko trenował młode drużyny w Brasil de Pelotas, w klubie Iraty, by w 2003 roku na krótko wrócić do Guarani. Już wtedy był dość znanym szkoleniowcem na południu Brazylii, ale sławę w całym kraju zapewnił mu dopiero sukces z klubem 15 de Novembro. Ze skromną drużyną z Passo Fundo dotarł do półfinału Pucharu Brazylii, który przegrał jednak z Santo Andre. Ostatecznie jego zespół zajął w tych rozgrywkach 3. miejsce, wyprzedzając takie potęgi jak Palmeiras czy Fluminense. W 2004 roku objął Caxias, kolejny skromny klub z południa kraju, ale już rok później upomnieli się o niego działacze Gremio Porto Alegre. Miał zreformować drużynę, wówczas występującą w Serie B i awansować do brazylijskiej ekstraklasy. Misja udała się dopiero w ostatnim meczu kolejki. Gremio mierzyło się na wyjeździe z Nautico na Estadio dos Aflitos. Zwycięzca tego pojedynku miał zapewnioną promocję do Serie A. Gremio kończyło mecz w siódemkę, a gola na miarę awansu zdobył wówczas Anderson, dziś piłkarz Manchesteru United. Tamten mecz przeszedł do historii brazylijskiego futbolu jako „Bitwa na Aflitos”. Już rok później prowadzony przez Menezesa zespół zajął trzecią lokatę w rozgrywkach ligowych. W 2008 roku wygrał mistrzostwo stanowe i dotarł do finału Copa Libertadores, przegrywając jednak z Boca Juniors. – Stawiając na kogoś, człowiek ma nadzieję, że jest to właściwa osoba. Ale Mano absolutnie mnie zaskoczył. Nie sądziłem, że  w tak szybkim czasie awansuje do Serie A – przyznawał Pedro Kölling.
Sukcesy z Gremio spowodowały, że zdecydował się na kolejną – z pozoru – niewykonalną misję. Miał wprowadzić na salony brazylijskiego futbolu Corinthians, jeden z najpopularniejszych klubów w Brazylii, występujący wówczas w Serie B.  – To największy projekt naszego futbolu – mówił wtedy Menezes.
W pierwszym roku pracy doprowadził zespół do finału Pucharu Brazylii (Corinthians przegrał ze Sport Recife) oraz z pierwszego miejsca zapewnił klubowi awans do Serie A. Rok 2009 to kolejne pasmo sukcesów: mistrzostwo stanowe i Puchar Brazylii oraz przyciągnięcie do klubu dawnych gwiazd reprezentacji Canarinhos: Ronaldo i Roberto Carlosa.

Trener nowoczesny
Wśród trenerskich wzorów wymienia szkoleniowców, podobnie jak on, pochodzących ze stanu Rio Grande So Sul, a więc nieżyjącego już Enio Andrade oraz Luiza Felipe Scolariego. Menezes jest nie tylko wielbicielem, ale i znawcą literatury. Poza tym jako pierwszy człowiek związany z futbolem zaczął prowadzić Twittera. To jego córka Camilla, mieszkająca w Londynie dziennikarka, namówiła go na prowadzenie tego swoistego bloga, założyła mu stronę, a on dokonuje tylko wpisów. Zamieszcza informacje o tym, na które mecze się wybiera, a które ogląda bądź oglądał w telewizji, o spotkaniach w federacji, o wyborze swoich współpracowników, zapowiada o udziale w programach telewizyjnych… Jego wpisy śledzi ponad półtora miliona osób, a w ubiegłym roku angielski dziennik „The Daily Telegraph” uznał Twitter Menezesa za jeden z 10 najbardziej wpływowych na świecie.

Barbara Bardadyn
Sierpień 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz